Ludzie listy piszą#3: smrodki, bzyczki i kurniczki

Zwykły wpis

rofcombo3

Czy zastanawialiście się kiedyś jak to jest prowadzić sielskie życie na wsi? Porzucić betonową klatkę w miejskiej dżungli, ograniczoną liniami asfaltu i płyt chodnikowych, gdzie wewnętrzny głos serca zagłuszany jest przez telewizor sąsiada, wrzaski dzieciaków pod blokiem i szczytowanie sąsiadki, a powietrze przesiewa smród spalin? Zastanawialiście się jak to jest stworzyć swoje własne ranczo, ograniczone linią lasu, gdzie umysł znajduje ukojenie w śpiewie ptaków, a powonienie rozpieszcza zapach kwitnącego kwiecia… Read the rest of this entry

Słowem wstępu..

Zwykły wpis

Trochę milczałem… Nie miałem za bardzo wyjścia, za dużo pracy – jak to jest przy „awansie poziomym”, tak żeby paluchem do dupy nie móc trafić. Z drugiej strony po wsadzać palucha do dupska, od tego są proktolodzy, a zatem wnoszę toast za polskich szefów, którzy dbają o to by pracownika w robocie durnoty się nie trzymały. Dzieciaki też stwierdziły iż sprawdzą ile ojciec może wytrzymać i czy to prawda, ze granice są w nasz;) Do tego bieganie pod październikowy maraton i tak jakoś brak weny, brak mocy przerobowych jakoś tak wyszło. Mam nadzieję, ze stali czytelnicy mi wybaczą… Na szczęście jeszcze tu zaglądają;)

Obiecuję poprawę, zwłaszcza że na pracę znalazło się antidotum w postaci urlopu i już niebawem z macierzyńskiego powróci ostatnia członkini zespołu, co będzie wiązało się ze zdaniem zadania zarządzania bandą ale jakoś przetrwam ten cios;) Z bieganiem poradziło sobie zapalenie rozcięgna, tak zatem o maratonie mogę zapomnieć, prawdopodobnie i o lokalnej ulicznej dyszce, jak i sobotnich mitingach parkrunowych na najbliższy czas:( No cóż trzeba się przeprosić z rowerem  – w tym roku nie zdążyłem go jeszcze napompować. Na dzieciaki za bardzo nie ma rady – trzeba stosować się do pierwszej zasady survivalu: „by przetrwać trzeba się dostosować do panujących warunków”;) I tyle…

Jako, że urlop coraz bardziej staje się odległym wspomnieniem, na tapetę wychodzą zatem kolejne „wyzwania”, o których już niebawem dla Was;)

Widziane w świecie: Jak to robią w Ameryce

Zwykły wpis

eta-zabavnaya-fotogenichnaya-lisitsa-slishkom-druzhelyubna-chtoby-pokinut-lyudej-hochu-sebe-takuyu-milashku-1578_2

Od zawsze chciałem zwiedzić Stany. Wiecie NY, R66, kowboje i indianie, słoneczny patrol, dolary i te sprawy. Podróżować po Stanach mi się jeszcze nie zdarzyło, zamiast tego podróżowałem w różnych stanach świadomości (w  myśl zasady jak się nie ma co się lubi…). Wychodzi jednak, że nie ja jeden mam idyllyczną wizję Stanów Zjednoczonych Ameryki. Ale  do rzeczy…
Read the rest of this entry

Ludzie listy piszą#2: Nim kogut zapieje

Zwykły wpis

why-do-roosters-crow-ing-the-morning-728x708

Ostatnie tygodnie to blogowy niebyt;) Niestety (a może stety?) zmiany kadrowe pozwoliły nam w dziale rozwinąć skrzydła (czytaj doładowały nowych obowiązków). Skrzydła mimo, iż rozpostarte szeroko jak u orła białego, miast pozwolić ulecieć, wręcz przykuły mnie do biurka, zasypując stertą papierów, tabelek, sprawozdań, informacji, maili. W gąszczu tej biurokratycznej dżungli, z trudem udawało się znaleźć polankę terenu, gdzie o poranku można było poczuć zapach obornika.  Jednak nigdy nie jest tak, żeby nie działo się nic… Read the rest of this entry

O pseudohodowlach

Zwykły wpis

Ten tekst nie jest mojego autorstwa. Znalazłem go buszując po sieci na: http://ogarpolski.com/  pod tytułem „Taniutkie szczeniaczki”.  Warto przeczytać (chyba, ze już wcześniej ktoś na niego natrafił, ale drugi raz też warto).

 

Jestem „dziewczyną pracującą”. Moja fucha (i fucha moich współpracowniczek) jest robotą 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, rok w rok. Nigdy nie słyszałyśmy o prawie pracy, opiece medycznej, czy wypłacie, a warunki pracy są, delikatnie mówiąc, kiepskie. Czasem jeśli nam się uda dostajemy świeżej wody i troszkę jedzenia. Jednak słyszałam, że nasza robota jest bardzo potrzebna, ponieważ produkujemy coś czego każdy chce… taniutkie szczeniaczki! Read the rest of this entry

Widziane w świecie: pieskie życie kozy

Zwykły wpis

does_-_transparent_gif_goat_bleu2

Sprawa zaczęła się kilka dni temu od telefonu. Dzwoniła pani z laboratorium ZHW i bezskutecznie usiłowała dowiedzieć się gdzie są pliki, które mieliśmy im przesłać. Nasze stanowisko było jednoznaczne, my te pliki im przekazaliśmy. Stanowisko laboratorium było nie mniej jednoznaczne – pliki są złe, a panie je potrzebują bo wyszedł wynik dodatni na brucelozę u kozy. Następne godziny na gorącej linii przyniosły zarobek telekomunikacji, ale także doprowadziły do tego iż w końcu właściwe wyniki we właściwym formacie dotarły tam gdzie dotrzeć powinny od samego początku. Oczywiście piwko, które nawarzył wet z terenu wypiliśmy my… No ale wszyscy lubią piwko więc nie ma co stękać. Zresztą rzecz i tak nie o tym… Read the rest of this entry

Widziane w świecie: pies na babę czyli dedukcja inspektorze

Zwykły wpis

img_2968

Pan Rysiek mieszka daleko od szosy. Traf pech chciał, że pies Ryśka ugryzł babę (ponoć babę, która psów nie lubi więc sprawiedliwie ale bez prawa). Baba jak to baba, postanowiła się zemścić i poszła z tym do lekarza. Tak po nitce do kłębka po kolei do Ryśka trafiali policjanci, sanepid w końcu i na inspekcję weterynaryjną padło. I nie pomogło życie w uroczym miejscu daleko od szosy.

Read the rest of this entry