Słowem wstępu..

Zwykły wpis

Trochę milczałem… Nie miałem za bardzo wyjścia, za dużo pracy – jak to jest przy „awansie poziomym”, tak żeby paluchem do dupy nie móc trafić. Z drugiej strony po wsadzać palucha do dupska, od tego są proktolodzy, a zatem wnoszę toast za polskich szefów, którzy dbają o to by pracownika w robocie durnoty się nie trzymały. Dzieciaki też stwierdziły iż sprawdzą ile ojciec może wytrzymać i czy to prawda, ze granice są w nasz;) Do tego bieganie pod październikowy maraton i tak jakoś brak weny, brak mocy przerobowych jakoś tak wyszło. Mam nadzieję, ze stali czytelnicy mi wybaczą… Na szczęście jeszcze tu zaglądają;)

Obiecuję poprawę, zwłaszcza że na pracę znalazło się antidotum w postaci urlopu i już niebawem z macierzyńskiego powróci ostatnia członkini zespołu, co będzie wiązało się ze zdaniem zadania zarządzania bandą ale jakoś przetrwam ten cios;) Z bieganiem poradziło sobie zapalenie rozcięgna, tak zatem o maratonie mogę zapomnieć, prawdopodobnie i o lokalnej ulicznej dyszce, jak i sobotnich mitingach parkrunowych na najbliższy czas:( No cóż trzeba się przeprosić z rowerem  – w tym roku nie zdążyłem go jeszcze napompować. Na dzieciaki za bardzo nie ma rady – trzeba stosować się do pierwszej zasady survivalu: „by przetrwać trzeba się dostosować do panujących warunków”;) I tyle…

Jako, że urlop coraz bardziej staje się odległym wspomnieniem, na tapetę wychodzą zatem kolejne „wyzwania”, o których już niebawem dla Was;)

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s