Widziane w świecie: perfekcyjny pan domu

Zwykły wpis

Bez tytułu

Czyli co może się stać o nadmiaru Małgorzaty Rozenek w telewizji;) Odwiedziliśmy gospodarstwo prowadzone przez zatwardziałego kawalera. Zatwardzenie mu na dobre nie wyszło (zresztą co tu mówić o wychodzeniu przy zatwardzeniu – siłą rzeczy to nie może być przyjemne). W oborze jakoś poszło, pięć opasów  stało w dość czystej i jasnej oborze. Oczywiście nie obeszło się bez sporu ideologicznego na temat zaspokojenia pragnienia przez największe z nich. Gospodarz twierdził, że trzy razy dziennie wystarczy, my natomiast obstawialiśmy iż to za mało i bydło ma mieć dostęp stały do świeżej wody. Ponieważ już jesteśmy wprawieni w tych polemikach koniec końców stanęło, iż pan się postara i niezwłocznie bysiorom tę wodę zapewni. Ale by mieć pewność co do realizacji naszych ustaleń z wizyty trzeba spisać protokół, a jako że na dworze solidnie wiało, piździło jak w kieleckiem (chociaż do Kielc droga daleka) i zanosiło się na kolejną falę opadową gradu, deszczu, deszczu ze śniegiem czy co tam jeszcze z nieba nie leciało tego dnia.

Zatem zostaliśmy poproszeni w domowe pielesze do reception roomu, za który zazwyczaj robi kuchnia. To była tonąca w półmroku mroku, mała ciasna kuchnia z równie małym ciasnym stolikiem, przy którym miejsce mogła znaleźć zaledwie jedna osoba. Jako dżentelmen w dobrej wierze zaproponowałem Walerii, iż ja papiery spiszę „na kolanie”, a ona niech sobie klepnie w cywilizowanych warunkach. Zmysł wzroku zmylony półmrokiem nie dostrzegł syfu panującego na stoliku (tak wielkiego jak malutki był stolik). Kamil Durczok powiedziałby:

21

Ale Kamila z nami nie było, był natomiast gospodarz domu, nie da on ubrudzić się nikomu.

– Pani poczeka – powiedział – ja tu posprzątam.

Od razu przystąpił do dzieła, dziarsko w dłonie chwycił pierwszą z brzegu gazetę, po czym rozłożył ją na stole, dokładnie wygładzając dłońmi żeby nie było najmniejszych zagnieceń. Po czym dziarsko klepnął w nowy „obrus” mówiąc:

– O! Gotowe, może pani siadać!

Niestety nie doczekaliśmy się testu białej rękawiczki, zatem Waleria siadła by pisać papióry w warunkach takich jak na poważnego urzędnika przystało. A ja? Cóż, ja musiałem zadowolić się chwiejnym stołkiem i sztywna podkładką, zerkając jedynie na nowe nakrycie stołu. Niestety ze względu na warunki oświetleniowe nie dało się czytać nowego „obrusu”.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s