Rock, boks i koks

Zwykły wpis

 

bowie2Nigdy nie byłem fanem Davida Bowie, to trzeba przyznać. Może nie na tyle żebym nie wiedział kto zacz i nie potrafił rozpoznać jego największych przebojów ale głównie kojarzył mi się z ekscentrycznie wyglądającym kokainistą. Do czasu aż Lemmy Klimister nie zaczął zbierać ekipy na imprezę w zaświatach, a impreza musi być sroga skoro sam Bogusław Kaczyński na nią się wybrał. Będzie miał o czym dyskutować z Bowie;) Jak to najczęściej w takich przypadkach bywa, świat mediów zaczyna sobie przypominać któż to nie odszedł, co po sobie pozostawił i czego to nie dokonał. Nie inaczej jest (było?) i tym razem. Przeważnie przechodzę obok obojętnie niczym szef wobec prośby pracownika o podwyżkę chyba, że okaże się np. iż David Bowie oprócz muzyki robił też boks, a to zmienia postać rzeczy;)

Okazuje się, ze Bowie był nie tylko fanem kokainy ale i szermierki na pięści. Czas pokazał, że lepiej być uzależnionym od drugiego niż od pierwszego aczkolwiek Muhammad Ali ma zapewne inne zdanie na ten temat. Nieszczęścia się zdarzają choć zdecydowanie w ringu zginęło czy straciło życie mniej osób niż na drogach, a już nie wspominając o kokainie. A kokaina plus samochód to już w ogóle… W każdym razie wracamy do bohatera tego wpisu, który jak niektórzy sądzą swoja aprobatę dla pięściarstwa wyraził podczas trasy Diamond Dogs w 1974 wychodząc na scenę w czerwonych rękawicach bokserskich. Choć mogła to być równie dobrze kolejna ekstrawagancja scenicznego kameleona. W każdym razie póki co wyglądało to według schematu: muza, boks i z Kolumbii koks.

Wyglądało to tak zapewne jeszcze przez kilka lat dopóki David nie zorientował się, że sama kokaina to za mało i potrzebował prawdziwego kopa. W ten sposób trafił pod skrzydła Richarda Lorda wcześniejszego triumfatora turniejów Golden Gloves i zawodowca bez sukcesów. Jak to często w życiu bywa nie trzeba być mega zawodnikiem by być mega trenerem (tak było w przypadku Feliksa Stamma), Richard po zakończeniu sportowej kariery zajął się trenerką zakładając Lord’s Boxing Gym w Austin, gdzie wykorzystywał swoją wiedzę o boksie i talent pedagogiczny.

W takim miejscu pod opieką takiego trenera wyczerpane koka ciało Davida zaczęło wracać do formy przed zbliżającą się trasą międzynarodową (na której zapewne poszło tyle koki, iż cały sześciotygodniowy reżym w pizdu wylądował). Jednak we wspominanym okresie Bowie kierował się mottem: walczyć, trenować, Bowie musi panować. Powrót do formy się udał co potwierdziła trasa koncertowa. Owocem treningu była też przyjaźń muzyka z trenerem, która obaj niejednokrotnie wspominali (tzn. Bowie wspominał bo Lord ma jeszcze możliwość wspominania). Nie był to też koniec Davida i boksu bo w następnych latach również wracał do szermierki na pięści, o czym wspominał np. w wywiadzie dla Blender-a w 2002. Szkoda tylko, że owa miłość do boksu nie wygrała z zamiłowaniem do wciągania najsławniejszego produktu eksportowego Kolumbii. Ale jak to się mówi: dobrego rocka na mleku nie zrobisz…

 

Pisząc posiłkowałem się artykułem Sary Kurchak z fightlandvice.com, zdjęcie ma to samo źródło;)

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s