Wspomnień czar: Nie z tej Ziemi

Zwykły wpis

et2

Tydzień bożonarodzeniowo-noworoczny to okres posuchy związanej z końcówką roku. W zasadzie nie powinno się dziać nic poza typowymi dla końcówki roku zdarzeniami jak sprawdzanie w harmonogramie czy aby na pewno wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. No chyba, ze ktoś mimowolnie, po troszku z własnej winy staje się bohaterem największej afery kartonowej od czasów śmierci Hanki Mostowiak. Rety, gdybym chociaż wiedział, że wzięcie niewłaściwego kartonu do zapakowania zepsutego automatu do kawy wywoła taką burzę, w życiu nie ośmieliłbym się nawet spojrzeć w jego kierunku;) A tak mam za swoje – po prostu kosmos…

Apropo kosmosu, myśląc o kosmosie mimowolnie myślimy o przybyszach z obcych planet, którzy odwiedzają Błękitną Planetę. Najczęściej dziwnym trafem odwiedzają ją w Stanach Zjendoczonych ale i Polacy nie gęsi swoje UFO mają. Bynajmniej nie piję do Mekki rodzimych ufologów w podlubelskim Emilcinie, tudzież do tablet wzmacniających doznania podczas technoparty (obecnie wypartych przez dopalacze ale to inna historia). Również miałem hmm… Może nie miałem, a spotkałem kogoś kto miał bliskie spotkania trzeciego stopnia. A było to tak…

To były moje pierwsze dni pracy w inspekcji. Był u nas swojego czasu taki „niepisany” zwyczaj, iż każdy nowy przychodzący do zespołu „zakaźnego”, rozpoczynał swoja pracę od wpinania w segregatory wyników badań bydła na białaczkę, brucelozę i gruźlicę. Tego były zawsze sterty papierów czekające cierpliwie na szczęściarza, który je posegreguje i poupina do właściwego segregatora, w którym spędzą następne 25 lat. Teraz już tego nie drukujemy zostawiając w wersji elektronicznej na następne 25 lat. „Współczesny kot” jest zmuszony przejść chrzest bojowy na innym polu;) Ale kilka lat wstecz tak to wyglądało, miało to swoje dobre strony po wpięciu tysięcy kartek „nowy” znał po kilku dniach każdą wieś i gminę oraz gdzie jaki wet terenowy urzęduje;)

Zatem przechodziłem swój chrzest biurwokratyczny, podczas gdy T. siedział przy biurku pogrążony w jakichś tabelach. Inspektorat generalnie sprawiał wrażenie wymarłego – pracownicy merytoryczni wybyli w teren, księgowe siedziały zamknięte w swoim mikrokosmosie cyferek i ten spokój mącony jedynie szelestem papieru i klikaniem klawiszy na godzinę przed końcem pracy zakłócił dzwonek telefonu. T. odebrał z rozmowy wynikało, iż prawy obywatel znać daje, że jakiś bezecnik z wiatrówki do psów strzela. Początkowo informator milczał w kwestii kto i gdzie, gdyż chciał byśmy tylko wiedzieli, w końcu jednak uległ i podał namiary. Jak się okazało miało to mieć miejsce we wsi położonej najdalej jak to możliwe od naszego PIWa.

Ale w takich przypadkach nie może być mowy o zwlekaniu czy stękaniu na odległość. Ponieważ adrenalina skoczyła w górę – wiadomo broń, ofiary itd., zapadła decyzja, że  w miejsce strzelaniny udamy się obaj. Po dotarciu do na miejsce okazało, się że nie tylko daleko jest wieś ale i zabudowania nas interesujące są daleko od szosy. Podjechaliśmy do zamkniętej bramy, na szczęście świst śrutu nas nie przywitał… Zasadniczo nikt nas nie przywitał  z wyjątkiem domniemanych kudłatych ofiar, które radośnie merdając ogonami podbiegły do bramy – nie wyglądały na ofiary porachunków gangsterskich w Nowym Jorku, wręcz przeciwnie ich forma była zupełnie przyzwoita.

Ponieważ domniemanego snajpera wydawało się nie być na miejscu, postanowiliśmy zasięgnąć wieści w sąsiednim gospodarstwie. Tam na spotkanie wyszedł nam jegomość wyglądający tak niechlujnie, że aż ekscentrycznie i na temat sąsiada miał całkiem sporo do opowiedzenia. W miarę jak się rozkręcał otwierały się przed nami kolejne drzwi do wiedzy tajemnej. Okazało się bowiem, że sąsiad naszego rozmówcy to nie tylko zwierzęcy snajper, ale też ma zdolności nieczyste (choć co do czystości to nasz gaduła definitywnie nie był wzorem). Ponad to okazało się, iż dotarliśmy  do lokalnego Roswell – albowiem do sąsiada przylatują kosmici. Żeby tylko przylatywali to pół biedy ale jakimiś laserami świecą po gospodarstwie naszego informatora tak, że wszystkie cielaki mu padają. Być może sam sąsiad był kosmitą – takim w ludzkiej skórze (motyw wielokrotnie występujący w fachowej wiedzy np. „Faceci w czerni”) kto wie… Reszta to sprawa dla Archiwum X.

A teraz ujrzycie błysk i o wszystkim zapomnicie…;)

1807467

*o ilustrację zadbał google;)

Reklamy

2 responses »

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s