Widziane w świecie:Wkurzony

Zwykły wpis

facepalm-660x440

Dziwny, pochmurny, deszczowy dzień. Można by się zachwycać urokami deszczowej aury ale taka aura nie nastraja optymistycznie. Nie tylko nie nastraja ale też rozdrażnia. Rozdrażnia tym mocniej na im drażliwsze charaktery się natrafi. A polski hodowca zwierząt niejednokrotnie bywa drażliwy…

To już była trzecia wizyta w gospodarstwie tego dnia. Dwie poprzednie były średnio miłe tak więc i humory były dżdżyste jak i pogoda. Zajechaliśmy na miejsce z niemałym trudem odnajdując nasz cel. By trafic tam musielismy wjechać około dwustumetrową polną drogą, tak starannie przyoraną z każdej strony, iż koła samochodu ledwo się mieściły na szerokość. Zajechaliśmy pod zamkniętą bramę, zatrąbiłem, wyszedł krepy facet, którego charakteryzowała spora nadwaga i znaczne braki w żółtym uzębieniu. Na pytanie czy trafiliśmy do właściwego gospodarza usłyszałem: – Kurwa, to nie tu. Za cmentarzem i w lewo. – Podziękowałem za udzieloną wskazówkę i ruszyłem do samochodu. – Tylko jak będziesz wyjeżdżał – usłyszałem na pożegnanie – to uważaj, bo ja tam kurwa czosnek posiałem.

Docelowe haziajstwo na pierwszy rzut oka sprawiało raczej wrażenie zadbanego i takiego na swój sposób porządnego. I takie było… Na swój sposób. Dzwonek do drzwi. Po chwili otworzył je sprawiający wrażenie sympatycznego człowieczka w okularkach pan Zbyszek. Pan Zbyszek wyszedł z domowych pieleszy dzierżąc w dłoni protokół z kontroli, którą wcześniej przeprowadzała inna instytucja. następstwem tej kontroli była nasza dzisiejsza wizyta. Pan Zbyszek odrzucił maskę niepozornie sympatycznego wyglądu, ujawniając oblicze wojownika: – Co się nie zgadza?!  – wykrzyknął – Pan zobaczy! – kontynuował otwierając protokół i pukając palcem w stronę z uwagami- Wszystko w porządku! Nie ma zastrzeżeń! Czego wy tu chcecie?!

Cała droga do ciemnej obory za domem, poprzez błocko i mosty zrobione ze starych desek upłynęła pod znakiem Zbyszkowej analizy po co po raz kolejny się do niego przypierdalają, skoro i susza była i kredyty i da to wszystko w dzierżawę niech zeżrą. – Co się nie zgadza?! – kontynuował, podczas gdy ja w półmroku o dziwo wybielonej obórki bez okien spisywałem numery z kolczyków uwiązanych tam bydlątek.

– Terminowość zgłoszeń. – odparłem. – Jaka kurwa terminowość ?! – krzyczał już porządnie rozeźlony Zbyszek. W tym momencie ze swoja kobiecą pomocą postanowiła ruszyć W.: – Na zgłoszenie bydła do rejestru jest siedem dni – powiedziała. Tego już było dla Zbyszka za dużo:

– Czy panią popierdoliło?!!! – ryknął ile sił w płucach – To ja mam co siedem dni do miasta jeździć?! Pojebało panią?! – W. umilkła zdezorientowana słysząc bezpośrednią szczerość Zbyszka. Również na mnie wrażenie wywarł wylew zbyszkowych emocji. w pierwszym momencie miałem ochotę, niczym Skrzetuski Czaplińskiego, chwycić Zbyszka za szmaty i ciepnąć w błocko przed oborą. Potem pojawiła się wizja wypuszczenia prawego sierpowego w odsłonięta szczękę Zbyszka i poprawka lewym high kickiem przy aplauzie ring cows wiszących wokół na łańcuchach i beznamiętnym wzrokiem obserwujących teatrum na słomie.

Tak to wyglądało… w myślach. rzeczywistość była zgoła inna. – Panie Zbigniewie proszę nie krzyczeć. – powiedziałem najspokojniej jak to tylko było możliwe. Zbyszek dalej wrzeszczał rzucając gromy na suszę, ARiMR, na nas, kontrole, unię, bydło, ziemię i folie i co tylko mogło od Zbyszka oberwać. – Panie Zbigniewie, proszę nie krzyczeć. – powtórzyłem jak zdarta płyta. Zbychu dalej wrzeszczał. Powtarzałem to jeszcze pięć razy, aż Zbyszek zaczął wrzucać na luz. Może mu tchu brakło, a może zrozumiał, że to bez sensu, być może ulżył sobie. w każdym razie przestał się wydzierać na całą wieś ale złorzeczyć i narzekać nie przestał.

– W pizdu oddam to w dzierżawę niech to zeżrą – skwitował Zbyszek swoje wywody. W domu dalej stękał i rzucał mięsem, co chwila wychodząc do sąsiedniego pokoju, zdając prawdopodobnie relacje z przebiegu wizyty, gdyż za drzwi dobiegało chóralne męsko-damskie: „Pojebało ich!” itp. ale już bez większych emocji do samego końca.

– Rety – powiedziała W. kiedy już siedzieliśmy w samochodzie jadąc na kolejną wizytę – nikt mnie jeszcze w życiu tak nie opierdolił.

Tak, moi drodzy. Jeżeli kiedykolwiek podejmiecie decyzję by pracować w inspekcji weterynaryjnej to pieniędzy nie zarobicie, będziecie poganiani i poniżani ale za to na swej drodze zawodowej spotkacie niejeden ekscentryczny przypadek…

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s