Stary człowiek i może

Zwykły wpis

dziadek
Wrześniowe dopołudnie, stary mężczyzna, pomarszczony jak rodzynka siedział przed domem na drewnianej ławeczce równie leciwej jak i on sam. Wszystko wokół było jakieś stare, u jego stóp wygrzewało się we wrześniowym słońcu czarne, kudłate psisko. Dziadek nawet nie wiedział ile pies może mieć lat, zapewne w psich latach pies był leciwy niczym dziadek i ławka i babka, która w ogródku za płotem uparcie od lat wyrywała perze, osty i inne chwasty polskie od lat radośnie pleniące się na grządkach marchewki. Ktoś psa kiedyś podrzucił pod bramę jeszcze jako kudłatego szczeniaka, a może sam się zagubił? Nieważne, lata minęły ze szczeniaka wyrósł dorodny kundel zawziecie walczący z innymi wiesjkimi kundlami o prawo bycia samcem alfa we wsi, a potem na pysku pojawiła się oszroniona sierść i psu odechciało się walk jedynie suki zostały mu w głowie, ale to i tak wolałby żeby do niego przyleciały niż on miał się szlajać gdzieś po wsi. Myślał sobie o tym dziadek, a psisko podświadomie wyczuwając myśli dziadka spoglądało się na niego mądrymi ślepiami.

Dzieciaki lata temu opuściły wieś pod lasem szukając lepszego życia w świecie. Zagonione od święta w pośpiechu wpadające do staruszków. Wnuki póki małe były jeszcze garnęły się do dziadków mieszkających na końcu szosy ale i one wyrosły i porwał je pęd życia. Taka kolej rzeczy. Został staruszek, staruszka, psisko i sześć byczków w oborze.
Pośrednio to te byczki były powodem, dla którego dziadek siedział przed domem i rozmyślał w promieniach wrześniowego słońca.
Nagle od strony szosy dobiegł odgłos silnika, po chwili dało się słyszeć trzask żwiru pod oponami samochodu i na podwórko wtoczyło się auto. Psisko podniosło głowę bardziej z ciekawości niż z chęci obszczekania intruza. Z auta wysiadł nieznajomy.
– Młode te doktory – przez głowę dziadka przeleciała myśl ale na rozważaniu czasu nie było. Nieznajomy przywitał się, podał dziadkowi rękę i powiedział po co dotarł do chałupy na końcu wsi. To on dzień wcześniej dzwonił gdy telefon odebrała staruszka, która w tym momencie przerwała nierówną lecz pasjonującą walkę z chwastami by nieznajomemu odpowiedzieć „dzień dobry”, mówiąc że wizyta w gospodarstwie będzie. Dziadek słyszał juz o takich co węszą po wsiach, szwędają i czepiają się Bogu ducha winnych chłopów a bo brudno, a bo nie ma wody a to a tamto. Staruszek nie wiedział co ma kontrol kontrolować wszak całe życie na wsi spędziwszy znał się ze zwierzętami tak, iż mógł z nimi rozmawiać ale poszedł z przybyszem do obory.
Przybysz nie węszył – zwierzaki obejrzał, coś tam pospisywał z idiotycznie wyglądających żółtych kolczyków na uszach bydlątek, uśmniechnął się na widok poideł i ogólnego porządku w oborze. – Przecież całe życie w tym robię to jak ma być inaczej – myślał dziadek.
Przybysz poprosił o kawałek stołu przy którym mógłby wypełnić stertę papieru, zatem udali się do domu. Tam w kuchni już gospodyni zaparzyła kawę „plujkę” – taką szczerą że łyżeczkę można na sztorc wbić. Przybysz dostał papiery, których zażądał. Na widok poprawnie wypełnionej starannym pismem staruszki „księgi bydła” znów pojawił się uśmiech uznania na twarzy, do tego paszporty i karta od lekarza, którą doktor zostawił jak „proszczaki czyścił” – coś tam nabazgrane ale ktoby doktora pismo zczytał, zwłasza jak oczy już nie te – mówił staruszek niby do siebie niby do gościa.
– Wszystko w porządku – powiedział przybysz.
– A jak ma być jak ja całe życie w tym robię – uśmniechnął się staruszek.
– Nieobrazi się pan jak powiem, że zdecydowanie młodszym ludziom wypełnienie tych papierów sprawia większą trudność niż cokolwiek innego..
– Jakoś sobie trzeba radzić – uśmiechnął się dziadek – ale w sumie za papiery to żona odpowiada ja to nie mam tyle cierpliwości
Przybysz pisał kartkę za kartką przekładając z kupki niezapisanych na kupkę zapisanych, co jakiś czas zamaszczyście strzelając pieczątką. – Tylko lasów żal – myślał dziadek, patrząc na stertę pietrzących się papierów. Na koniec gość podziękował, podał rękę na pożegnanie wsiadł do samochodu. Zamruczał silnik, znów trzask opon po chwili wszystko ucichło… Zostało wrzesniowe słońce, szum liści, staruszkowie i psisko, no i leciwa ławeczka, która znów kusiła przyjemną wizją spoczęcia na niej w promieniach słońca.

*ilustorwał google

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s