Widziane w świecie: Salciaman vol. 2

Zwykły wpis

chicken
Jakiś czas nie pisałem nic na blogu. Ba, nawet na niego się nie logowałem – da się bez internetu żyć jeszcze. Zwłaszcza jak się ma urlopowy wyjazd pożyczonym od mamusi samochodem zapakowanym od bagażnika po dach. Gdzie te czasy gdy letni wypad równał się zapchaniu bagażnika rozklekotanego auta kogoś tam, kilkoma kratami browaru z Biedronki, upchaniu pod siedzeniem dziurawego namiotu, a pod nogami walał się tzw. bagaż podręczny składający się z ręcznika, kąpielówek, szczoteczki i pasty do zębów? (a co? higiena to podstawa;))
Teraz ładem w bagażniku rządzi wózek typu „tir”, potem parawan, namiot plażowy, torba jednego dziecka, drugiego, torba rodziców plus masa innych rzeczy równie niezbędnych co krata browara… Tylko, że… na browara miejsca brak. Więc obładowane niczym juczny wielbłąd auto przemierza drogi i szosy macierzy by w tzw. punkcie docelowym rozpieprzyć to na co się zbierało cały rok.

Kiedy już roztrwonimy co się da i wrócimy w domowe pielesze, nie zdążymy ogarnąć nawet urlopowego bajzlu a już trzeba wracać do miejsca, w którym ekipa Donia zadbała by uroczo śmignął nam czas conajmniej do 67 lat, jak nie lepiej. No chyba, że po drodze zgarnie nas tsunami zwolnień ale to nie temat na tę dyskusję…
Osobiście zawsze staram się tak zaplanować wolne by do tyry wrócić we wtorek. Jakoś tak lżej jest i ten pierwszy bolesny tydzień jakiś taki krótszy, wydaje się jakby znośniejszy. Tak i tym razem odpuściłem sobie poniedziałkowy chaos i stawiłem się na „posterunku” we wtorek z naiwną myślą, że ten pierwszy tydzień przeznaczy się na „porządkowanie papierów” i dostoswanie się do poziomu człowieka pracy;)
Już po wysłuchaniu pierwszych „newsów” okazało się słusznym przekonanie, że lepiej nie będzie ale na pewno będzie śmieszniej – od protestu bez protestu, przez nawiedzoną „bihejwiorystkę” od psów po doskonalsze wypełnianie kart drogowych i wizję udoskonalenia obiegu papieru przez jego namnożenie. Witaj w pracy:)
Nie dane było też wgłębienie się w zawartość jakichś 200 maili zalegających na skrzynce, jako iż niezbędnym okazało się wyjazd na kłucie gąseczek czy aby na grypę nie nie zapadły i zaraz potem nastąpił sequel przygód Salciamana

Niby dwa razy do tej samej wody się nie wchodzi, zwłaszcza jeśli to woda salciowa jest ale jednka historia kołem się toczy. No cóż tak to bywa salcie to specyficzne ustorjstwa i nie władnym o nich toczyć rozpraw. Jednak władnym opisywać to co widzę, a widzę i opisuję (a może opłakuję?)…
A co widzę na wejściu zdechłego kuraka utylizuje minizakład utylizacyjny w postaci czarnego szczurołapa. Proces utylizacji obserwujemy stojąc przed znanym nam kurnikiem powstałym ze starej obory przekształconej w kurnik dla kuraków podczas gdy T. ubrany w kosmiczny skafander drepcze śród kuraków wcierając kurze gówienka w okładziny na butach. Delikatnie właścicielowi haziajstwa wskazuję na proces utylizacyjny, który zachodzi w kącie podwórka, po czym właściciel zmierza w kierunku szczurołapa, odbiera mu łup i dyskretnie chowając przed T. zanosi do zamrażarki. Szczurołap nienasycony ze złością powarkuje na nas jakby przeczuwał, że to nasza sprawka jego pusty żołądek (aczkolwiek nie do końca pusty – tego szczurołap jeszcze nie wie w tym momencie ale już nie będzie sam i na pewno przez jakiś czas nie będzie miał problemów z zaparciami).
Po pobraniu prób następuje „dochodzenie” co z nioskami, które sąsiadowały z kurakami w ich oboro-kurniku? Zdaniem pana na włościach kurki siedzą w zamknięciu i na zewnątrz nie wychodzą. O nikłej prawdziwości tych słów świadczą kurze odchody i rude piórka walające się po podwórku. Na każdy argument pada kontrargument i tak wygląda do końca.

Papiery… To kolejne odbicie słowiańskiej przebiegłości;) Salcia, której wynik trafił w nasze łapy została stwierdzona dla stada o liczebności 1950 sztuk, a do oboro-kurnika trafiło 2400 kurczaczków, z czego +/- padło 70 (niestety właściciel nie prowadzi rejestru padnięć bo po co?). Gdzie 400 kuraków? – docieka T. Tajemnica godna „Archiwum X” zostaje rozwikłana w momencie gdy na jaw wychodzi, że oboro-kurnik nie nadaje się na 2400 sztuk bo jest za mały, natomiast 1950 sztuk jest w sam raz. Taką więc liczbę rezolutny rolas podał w czasie badania zapominając o starej prawdzie, iż ściema krótkie ma nóżęta niczym salciowe kurczęta.
Na to wszystko rozpadał się deszcz – a może po prostu niebo zapłakało?

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s