Zasadniczo o psich pieknościach

Zwykły wpis

Zasadniczo jestem miłośnikiem psów chociaż nie mam ani jednego – żona i dwójka pociech zaspokajają moje instynkty stadne w stu procentach i jeszcze trochę;) Zatem zasadniczo nie miałem wątpliwości gdy otrzymałem propozycję „nadzorowania” wystawy psów rasowych. Zasadniczo zajawaka na psy rasowe w czystości rasy już dawno mi przeszła choćby DLATEGO KLIK , powtóre bardziej jarają mnie konkurnecje „skillowe”: próby polowe czy choćby w stylu pitbullowych workout-ów:

No ale jak się nie ma co się lubi… Poza tym nie bez znaczenia była wizja przyoszczędzenia pięciu złociszy na wjeździe na imprezę, na którą i tak bym prywatnie poszedł;)

Zatem tuż po dźwięku budzika, wytrzepując piach spod powiek pędem do łazienki w celu przeprowadzenia porannej toalety, prasowanko koszulinki, porciąt, na szybko śniadanko ze starej bułki posmarowanej pokradzioną dziecięciu pseudonutellą, popitej herbatą jaśminową prosto z Chin, teczka na ramię i jazda do roboty. Nie do końca jazda, ponieważ wystawa odbywała się na stadionie położonym na tyle blisko mego domostwa, iż w trakcie sezonu futbolowego przez otwarte okno mogę się nasłuchać co kibice chcą robić z policją (zasadniczo biorąc pod uwagę fakt ile młodych dziewcząt wstąpiło w szeregi „firmy” nie ma co się dziwić, że buzujący testosteronem chłopaki na trybunach mają w stosunku do policji zawsze i wszędze fantazje z pogranicza erotyki). Zatem najprościej mówiąc postanowiłem po raz kolejny przyoszczędzić (tym razem na paliwie) i ponosząc koszt zdartych zelówek ruszyłem z buta. Po cichu liczyłem, iż marsz spowoduje wytopienie nadmiaru tłuszczyku z opony dzięki czemu będę szpanował mułami niczym Brad Pit w „Troi” – niestety nie tym razem. W Brada Pita się nie zamieniłem, natomiast stojący pod sklepem monopolowym koleszki coś mamrotali o świadku Jehowy używając do tego dość animalsowego określenia „kociarz” (choć jak wcześniej pisałem z zamiłowania psiarz jestem;)).

Na wystawie jak to na wystawie ponoć miało być 800 psów (nie wiem gdzie się niby miałyby zmieścić) – na moje oko było z 200 ale nie liczyłem bo na cholerę? Pokręciłem się popatrzyłem (tu z kolei coś mamrotali o popieprzonych animalsach), byczych jąder ani też ichich penisów nie nabyłem, wypełniłem papióry, znów się pokręciłem. Nad niektórymi psami się pochyliłem z uznaniem, nad innymi ze współczuciem zwłaszcza patrząc jak hodowla w dążęniu do ideału rasy doprowadziła zwierzęta do kalectwa. Swoją drogą paranoiczny jest fakt, że w kraju nad Wisłą zabrania się kopiowania uszu i ogonów (bo niby zwierzęta cierpią) natomiast zwierzęta ze zdeformowaną przegrodą nosową, obciążonym sercem, kręgosłupem etc. (link na wstępie) już nie cierpią ale jak im się profesjonalnie ciachnie ogon to zwierzę będzie odarte z godności i obolałe. A jak psu się ciachnie jaja to co z jego godnością?.

Tak zatem bogatszy o zaoszczędzone oszczędności i wrażenia estetyczne, po wypełnieniu służby ku chwale ojczyzny powróciłem do domowych pieleszy. I dalej daleko mi do bohatera „Troi” no chyba, ze do Menelaosa, tylko sobie muszę taki zarost na gębie strzelić i kłaki zapuścić;)
menelaos

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s