Widziane w świecie – Gdzieś pośród lasów vol. 3

Zwykły wpis

P1000543

Kontynuacja sagi pewnej starszej pani: Tak, oto nastał kolejny dzień, w odróżnieniu od lat poprzednich kiedy to szum deszczu zagłuszał myśli, dziś piękna słoneczna pogoda. Mylą się jednak ci, którzy liczyli, że promienie słoneczne wywołają lepszy humor starszej pani… Nie na widok nieproszonych gości.

Tradycyjnie, auto zaparkowaliśmy przed „sznurkową bramą”, nikt na nasz widok nie pospieszył jej otworzyć, zatem na posesję wkroczyliśmy mijając „bramę” z boku. Tym razem właścicielka posiadała wsparcie w postaci dżentelmena, który siedząc na boku plątał jakieś sznury i rzucał „mięchem”. Po przywitaniu, pierwsze chwile były nawet spokojne (nawet psy przestały ujadać) ale już po jakichś 20 sekundach począł się wrzask, że czego chcemy? po co pstrykamy? Wszystko zdrowo okraszone kurwami, chujami i inszemi łacińskimi zwrotami. Przecież zwierzęta mają dobrze:
20150603_09122420150603_101415

Fakt faktem powiedzenie „zobaczyć coś jak świnia niebo” traci tu na aktualności. Chrumkające towarzystwo chodzi niemal gdzie chce, jak chce, nawet niczym komuna hipisowska może wolną miłość praktykować np. z dzikimi mieszkańcami lasu.
20150603_102615

Zarówno starsza pani jak i dżentelmen przy wrzasku się wzajemnie nakręcają. Kończy się tym, że mamy pokazać upoważnienia, bo prokurator powiedział, że nikt nie może bez upoważnienia jej wejść – niestety ani blachy, ani legitymacje ani same też upoważnienia nie mają mocy przekonywującej – mamy wypierdalać. No to wypierdalamy żegnani krzykami i ujadaniem psiej sfory nakręconej nie mniej niż właściciele. Stoimy zatem już poza „terenem” wdychając oszałamiający zapach kwitnącej akacji, wśród której kwiecia natarczywie brzęczy owadzia brać. Stoimy, a uszu naszych dobiega celna uwaga dżentelmena:
– No kurwa! Stoją, a pieniądze lecą!
Bez wątpienia, w tym momencie miał rację. Nawet częściowo można było odczuć satysfakcję iż wypłata jest adekwatna do tego stania:) Dzwonimy po policję bo jakoś działania trzeba zakończyć – może mundur policyjny będzie wystarczająco „upoważniony”. W oczekiwaniu na przybycie stróżów prawa udaliśmy się na pobliski zrujnowany cmentarz ewangelicki, pożerany stopniowo przez las, gdzie wśród kamiennych płyt i nagrobków natrafiliśmy na jedną z wykuta datą śmierci 1787!
P1000532P1000533

I dalej czekamy na dojazd tych, którzy służą i chronią..
P1000536

W końcu pojawiają się dwaj panowie wbrew obiegowej opinii nie smutni, a uśmiechnięci. Sprawę starszej pani znający nie od dziś – dyskusje jak to urząd melioracji wodnej wytoczył starszej pani proces o naruszenie przez świnki lini brzegowej strumienia; jak podczas którejś interwencji do symulującej zawał starszej pani przyjechało pogotowie i z zawału ja uleczyli tik tak-iem itd. Wkraczamy ponownie na teren, znów gospodyni wychodzi na spotkanie, z okrzykiem iż nie ma czasu, bo:
– Do ajencji jadę!
– Ależ proszę pani, mówi się agencji – poprawia ja jeden z policjantów.
– No przecież mówię, że do ajencji. Ostatni dzień na zarejestrowanie cielaka mam.

Teraz nie mamy już problemów z obejrzeniem haziajstwa. Z daleka tylko dobiegają nas głosy o łapaniu złodziei tych co starszej pani na milion nakradli, o tym że kolega jak by tylko pani zachciała to może przestać być lekarzem itd. na przemian wykrzykiwane przez starszą panią oraz dżentelmena. Nie jest dobrze o ile świnki muszą należeć do szczęśliwych świnek, podobnie jak dwa baraszkujące na polanie cielaczki (już jakiś czas po ostatnim dniu na zarejestrowanie;) – o tyle krowizna stoi w pełnym słońcu, bez dostępu do wody, brud, smród i sromota. Wracamy, kolega próbuje nawiązać kontakt ze starszą panią, efekt taki iż otrzymuje radę by „zajął się swoją kobitą i takimi sprawami”. Ja wpadam w sidła dżentelmena i w efekcie miast zapewniać krowom stały dostęp do wody, udziela mi wykładu na temat pojenia i karmienia konia po pracy, bo:
– Koń i krowa to to samo!
– Nie, nie to samo!
– Jak kurwa nie to samo?!

I generalnie mamy się odpieprzyć, bo to już wszystko jest likwidowane (czwarty już rok), zająć się łapaniem złodziei, tymi co bydło stoi cały rok w mróz na pastwisku, bez wody ani bez kupy ani bez niczego, bo pani już jedzie do ajencji.
Koniec wizyty niestety nie koniec historii..
20150603_092357_Pano

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s