Sosnówka wg. Jareckiego:)

Zwykły wpis

szyszka
I bynajmniej nie będzie to traktat o wdzięcznym typie sikorki. Raczej na fali blogów kulinarnych postanowiłem podzielić się z Wami, drodzy czytelnicy przepisem jako, iż jest teraz na to najwłaściwsza pora. To tak jakbyście chcieli odnaleźć kwiat paproci, który zakwita raz do roku tak i na realizację tego kulinarnego zamierzenia trzeba cały rok czekać a i po lasach błądzić przyjdzie. Zasadniczo przepis jest autorstwa mego Szanownego Kolegi Jarosława (czyli nie mnie) olbrzymiej skarbnicy wiedzy i pomysłów, a że wiedzy nie należy trzymać w ukryciu tak i ja oświecić Was zapragnąłem…

Jak już wspomniałem powyżej do realizacji naszego zamierzenia potrzebna jest właściwa pora roku (im bliżej końcówki maja tym lepiej). Następnie przyda się młody las sosnowy, zasadniczo stary też może być ale wówczas będziemy musieli powspinać się po drzewach w celu pozrywania młodych szyszek. (Pamiętajmy, że możemy za to dostać po dupie jeżeli natrafimy na nadgorliwego strażnika leśnego no i zrywając szyszunie róbmy to tak by nie zdewastować lasu przy okazji). Po zafundowanej sobie dawce ruchu (wycieczka do lasu i skakanie po drzewach) oraz adrenaliny (uniki przed strażnikami) wracamy w domowe pielesze.
Tu przystępujemy do przekrojenia na pół (w wprzypadkach gigantów na więcej części) naszej leśnej zdobyczy. Można przed tym obmyć szyszunie, ale jak radzi Jarek, lepiej z tego zrezygnować by efekt końcowy był przyprawiony nutką leśnego charakteru. Następnie wyszukujemy konretne słoje do których wrzucamy pociachny towar i zasypujemy cukrem aż do puszczenia pierwszych soków, jak cukier zostanie pochłonięty to zasypujemy ponownie.
Nie! Jeszcze nie jemy. Być może młode młode szyszki z cukrem są smakowite ale my mamy bardziej dalekosiężne cele;)
Teraz czekamy miesiąc…
Kiedy upłynie, sok zlewamy do innego słoja, a to co pozostało zalewamy alkoholem o mocy znamieniowej 70%, tak by zakrywał szyszki. Do soku dolewamy niewielką ilość spirytusu aby powstrzymać go przed fermentacją.
Mam znów złą wiadomość. To jeszcze nie jest moment konsumpcji:( Czekamy kolejny miesiąc…
Kiedy upłynie alkohol (ten z szyszek) zlewamy z sokoalkoholem i…
…nie pijemy. Mało tego, nie wypijemy go jeszcze przez sześć miesięcy, kiedy to będzie się przegryzał zamknięty gdzieś w ciemnym kątku;)
Za to możecie już sobie wyobrazić jak musi smakować tak długo wyczekiwany trunek.
Smacznego:)

Osobiście nie mogę wyrazić swojej opinii gdyż nigdy nie dotrwałem do efektu finalnego (jako iż nie rozpocząłem nawet pierwszych kroków) lecz w najbliższą sobotę planuję wycieczkę do lasu więc poczekajcie zaledwie kilka miesięcy.

Za pomysł i procedurę wytwarzania podziękowania dla Jarka:)

*wpis zilustrował wujek google:)

Reklamy

One response »

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s