Widziane w świecie – dywagacje

Zwykły wpis

P1000501

Wjeżdżam na gospodarstwo. Nie liczę oczywiście, iż będę przywitany chlebem i solą. W zasadzie złą sławą owiana moja fucha, zgodnie z twierdzeniem iż w dzisiejszej dobie to rolnik bardziej boi się wpuścić do gospodarstwa weterynarza jak komornika (autentyk, którym kiedyś na wstępie zostałem poczęstowany), pozwala mniemać iż przywitania może nie być w ogóle. I zasadniczo nie ma. Nie licząc ujadającego tria w postaci zamkniętego w kojcu owczarka poniemieckiego, miniaturowego rottweilera i czegoś kudłatego ala miniaturowa alpaka z ostrymi zębami. Po prostu miks genów zapewniających długowieczność, odporny żołądek, niewrażliwość na pchły, kleszcze i wszystko inne co jest utrapieniem wszystkich psich ras z wyjątkiem rasy kundel bury pospolity.

Zapchlony komitet powitalny jest, ale nie ma właścicielstwa owego komitetu. Titanie na niewiele się zdaje. Dziwne nie dłużej jak jakieś półtora godziny wcześniej rozmawialiśmy o moim przybyciu. Ale jednak pojawia się pan. Spokojnym, nieśpiesznym krokiem podchodzi i powiada, iż właściciela nie ma, jego ojca również, w zasadzie to nikogo nie ma a on nic nie wie. Chociaż no w sumie to jest pani matka ale na polu. Ma iść po nią? Nie, pogadajmy o sensie istnienia – myślę sobie, ale mówię coś zupełnie innego – tak proszę. I pan znika. A ja czekam…

Mijają sekundy, zamieniają się w minuty, minuty w kwadranse. W tym czasie oparty o służbowy „czar”, w okularkach słonecznych stoję w słoneczku patrzę na niestrudzenie ujadającą sforę; próbuję zawrzeć telepatyczną znajomość z gołębiami; patrzę na śmigające w górze jaskółki (nie będzie padało znaczy się)… Kurwa co za robota! Stoisz, kontemplujesz przyrodę i jeszcze ci za to płacą i tak przez blisko pół godziny.

Wreszcie w bramie zjawia się wcześniej poznany pan, obok niego kroczy nobliwa starsza pani w ręku dzierżąc motykę. Wyrwany gwałtownie ze świata natury pierwsze co myślę – czy motyka ta stanowi oręż powitalny na mnie. Nie, nie stanowi idzie w kąt. A my idziemy obczaić czy zwierzaki żyją w komforcie psychiczno-fizycznym.
W końcu za to mi płacą…*

*niestety byle jak płacą 😦

Reklamy

2 responses »

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s