Widziane w świecie – Salciaman

Zwykły wpis

salciaman

Armageddon – do tradycyjnego „nie wiadomo gdzie palec wsadzić” dochodzi audyt sraudyt zbliżający się wielkimi krokami jakby miał siedmiomilowe buty na swych owłosionych girach, do tego skład zespołu obcięty o połowę dzięki ciąży i chorobie. Co gorsza skład, który zwykł się zajmować salmonellami. Przydałby się superman by to ogarnąć (albo chociaż ktoś kto to zrobi;)) Zrealizowano opcję drugą bez supermana, za to z salciomanem.
Posłuchajcie….

Tak więc padło – pojedziesz pobierzesz próby na salcię gdyby mnie nie było – usłyszałem z ust kierownika. Wszystko fajnie, tylko kurczę (tak słowo kurczę + salcie w tym przypadku bardzo do siebie pasuje) nie bardzo wiem jak zrobić? Przeczytasz rozporządzenie to będziesz wiedział – słyszę na rozwianie moich niepewności. No to ok, czytać się nauczyłem nim poszedłem do szkoły (na całe szczęście bo w szkole by pewnie nawet to spartolili) więc jakoś dam sobie radę;)

Dzień następny rozpocząłem bynajmniej nie od czytania rozporządzenia. Znów wkradło się zróbcie wszystko i na wczoraj plus jakieś telefony, maile, ot codzienny zamęt. W końcu udało się wyrwać chwilę na zapoznanie się z oprzyrządowaniem czyli tu masz takiego kondomika zakładasz go na bucika, tu wlewasz płyn tu nacierasz tam zakładasz, zaiwaniasz po kurniku do woreczka i do laboratorium – jasne? Jak słońce:) Oczywiście Tomek czyli kierownik zadzwonił z pytaniem czy przeczytałem stosowne rozporządzenie – tak – odparłem bez namysłu. Zapewne większość z was teraz pomyśli, że wredny kłamca i ściemniacz jestem ale ja naprawdę byłem w drodze do czytania, nawet wyszukałem je w lexie, z tym że nie dane było zapoznać się z jego treścią tzn. zobacz to, sprawdź tamto, naści delegację i spier… w teren z błogosławieństwem prosto z serca sekretariatu pojechałem do pana Bogusia.

Pan Boguś, próbował w życiu wszystkiego, trzymał świnki, trzymał krówki ale nic mu nie szło wszystko tanie więc na wszystko machnął ręką. Postanowił w końcu dobrać się do żyły złota jaką jest hodowla drobiu. Boguś zdecydował się na kurzego brojlera – wiadomo kura łazi, głupio się patrzy, tu łapą grzebnie, tam dziobem dziobnie, a peeleny na konto lecą niczym małolaty na chłopaków z Backstreet Boys (20 lat temu;)). Tak więc pan Boguś postanowił zamienić świeże jajko i mleko na kawior i szampana…
I tu ujawnił się problem już u tygodniowych kurczaków wyszła salcia. Jako, iż brojlery rosną niemal tak szybko jak polski dług zagraniczny, zatem po pięciu tygodniach w wyniku podejrzenia choroby, świeżo przeszkolony zjawiam się u pana Bogusia na pobraniu prób. Zajeżdżam na haziajstwo – takie typowe, nic szczególnie szkaradnego ale też nic nad czym by łzę wzruszenia uronić. Pan Boguś prowadzi mnie do zmodyfikowanej na kurnik chlewnio-obory. Z grubsza ok, po prawo drewniane drzwi, za którymi przez szpary widać jakieś kurki łażące, na prawo brojlerki oddzielone dechą tłoczą się hałasując.
Zainteresowanie me wzbudziły te za tajemniczymi drewnianymi drzwiami. A to nioski są, 70 sztuk – machnął ręką Boguś, w sumie to drób i to drób, do tego jaskółki radośnie szczebiocąc wlatują do kurnika (uwielbiam jaskółki, nigdy się nie mogę na nie napatrzeć), psy, koty, domownicy – jak w starożytnej Grecji pieprzy się wszystko ze wszystkim . Ale nic, ubrany już wcześniej jak kosmita w kombinezon i całe te „owijki” na buciorach zaczynam spacer wśród zdziwionych kuraków, które najpierw spierdzielają spod nóg, a potem gdy na chwilę przystanąć zaczynają bezczelnie podskubywać nogawki kombinezonu drwiąc sobie z majestatu państwa polskiego które reprezentuję. Potem wymiana okładzin i spacer drugą stroną kurnika. Te przeklęte ptasie gówienka w ogóle nie chcą się przyklejać, wcieram girę w ściółkę, wcieram a tu lekko przybrudzone. Gdybym wszedł tam w butach dajmy na to wizytowych to szczotką ryżową bym ich nie doczyścił. No nic nasz wysiłek zakończony idziem pisać papióry.

W trakcie pisania Boguś przedstawia mi swą historię jak to świnia się nie opłacała, krowa się nie opłacała… Nie chcę mu psuć zapału więc przemilczam temat, że i kurak mu się nie opłaci raczej (w sumie życzę mu żeby na tym zarobił ale jeszcze musi się bardziej postarać). Standardowe pytania ile kuraka wstawił? Tyle a tyle. Ile teraz jest? Tyle. Skąd wie? Nie wie. Rejestr upadków proszę. Nie ma. To skąd wie, że jest tyle a tyle kuraka dzisiaj? Bo tak na oko to tyle padło więc musi być tyle. Dezynfekcja? Nie ma. Środki dezynfekcyjne? Podobnie. Coś o dezynfekcji? Jakaś firma robi. Leczenia? Szczepienia? Nie ma, przeca zdrowe są itd. Z racji bogactwa źródeł pisanie papiórów przebiegło absolutnie niepourzędowemu tzn. z szybkością bliską prędkości światła.
Podziękowania, pożegnania i ogłoszenia duszpasterskie w postaci pogadania. Rzucam tu delikatną sugestię iż warto by poprawić „bioasekurację”. Bioasekuracja? Karramba – rzekłby Don Pedro szpieg z krainy deszczowców (notabene podobny z aparycji do kuraka;))
don pedrobroiler

    Poczułem się jak przez chwilę jak mag sprzedający wiedzę tajemną gadam i gadam, chcąc jak najdokładniej wyjaśnić sekrety magii. Po czym skończywszy słyszę od adepta sztuki czarnoksięskiej: Jaka salmonella? Przecież tyle jajek je i nic mu nie jest…

    *Wszystkie użyte w tekście grafiki pochodzą z jakichś stron w sieci. Znak, który większość zapewne kojarzy z Supermanaem jest w tym przypadku zastrzeżony dla Salciamana, który jest bardziej unowocześnioną wersją Supermana, gdyż jak wszyscy wiemy Superman zaliczał odlot przy odrobinie kryptonitu, natomiast Salciamana nawet salcia nie tyka…

    Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s