Wspomnień czar – Panienka z okienka

Zwykły wpis

panienka z okienka

Jako, że ostatnio trochę mniej czasu na pisanie (w najbliższym czasie nie spodziewam się go jakoś szczególnie więcej;p), zatem postanowiłem wrzucić garść wspomnień. Pojawiły się już one na jednym z „branżowym” forum, zatem garstka z was historię zna lecz inni przeczytają ją pierwszy raz. Było to lat temu cztery, posłuchajcie*…

*wiem powinno być „czytajcie”… ale tak brzmi lepiej no i w końcu ja to piszę;p

 To był słoneczny majowy poranek, jedna wizyta w gospodarstwie została wykonana przemieszczam się na drugą – ta sama miejscowość mało tego sąsiad persony wcześniej „przetrzepanej”. Zajechałem przed gospodarstwo i zastałem następującą sytuację: przed zamkniętą bramą zaparkowany samochód, furtka zamknięta na sznurek, a po podwórku biega jakiś Pimpuś, Azor czy inszy szczurołap, psy cięższego kalibru siedziały w kojcu i ujadały ile wlezie. No nic, wszedłem na teren gospodarstwa, szczurołap obskakiwał mnie dookoła ale bardziej chyba dla pokazu niż z chęci oddzielenia mojej łydki od reszty nogi. Wkroczyłem na ganek podszedłem do drzwi i nacisnąłem dzwonek – rozległo się „dryyyyyń”.
Gdy po dźwięku dzwonka w uszach mych pozostał jedynie szum, na wysokim parterze ktoś otworzył okno i niewieści głos rzucił sakramenckie pytanie:
– O co chodzi?
Stojąc na ganku i zadzierając głowę w stronę okna odrzekłem:
– Dzień dobry. Nazywam się tak a siak reprezentuję Inspektorat ten a ten. Przyjechałem do pani na kontrolę świń – błysłem białogłowie przy tym inspekcyjną odznaką po oczach;p
Pani spojrzała na mnie z okienka i powiedziała, że nie ma świń. Ja na to, że mają prawo nie mieć ale kontrolę trzeba przeprowadzić. Na co pani:
– Wie pan co? ale ja jestem sama z dzieckiem i się po po prostu pana boję.
Wpadłem tu w lekką konstenrację (rzadko się to komuś udaje wpędzić mnie w ten stan ale tym razem się udało) :mrgreen: O tym, że państwo świń nie mają wiedziałem już od ich sąsiada ale o tym, że tak groźną aparycją się odznaczam jeszcze nie.
To w takim razie – powiedziałem – sporządzę raport tu na ganku a pani mi poda dokumentację.
– Dobrze – odpowiedziała pani.
– Poproszę książkę rejestracji świń – tu pani znikła na jakieś dziesięć minut, które spędziłem na ganku prowadząc konwersację ze szczurołapem, który powarkując rzucał mi odpowiedzi na przesyłane w jego stronę uśmiechy. Po chwili pojawiła się pani:
– Wie pan co – nie ma tej książki mąż musiał ją zabrać.
– Dobrze – powiedziałem zrezygnowany – proszę, niech pani da mi dowód.
Pani znów znikła na kolejne dziesięć minut. Pojawiła się wreszcie w swoim okienku:
– Wie pan co? – nie wiedziałem, który już raz nie wiem co – musiałam portfel zostawić w pracy bo nigdzie go nie mam.
Tu po raz kolejny zabrakło mi słów. Stwierdziłem, że poszukam kontrolerskiego szczęścia gdzieś indziej. Panią poinformowałem jakie będą konsekwencje nieprzeprowadzenia kontroli, poprosiłem o podpis delegacji (brakiem długopisu się wykręcić nie mogła bo

podałem swój służbowy) i pojechałem dalej…
Finał tej historii był taki, iż następnie po dwu lub trzykrotnej telefonicznej konwersacji z naszą bohaterką udało się zrealizować kontrolę świń w gospodarstwie, w którym ich nie było.. i wierzcie lub nie pani wcale a wcale się mnie już więcej nie bała:)

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s