Widziane w świecie – Skrzypek na dachu

Zwykły wpis

skrzypek na dachu

Dzień dzisiejszy jedziemy w najładniejszą dla oka gminę naszego powiatu, lasy, natura i tym podobne. Od terenowej lekarki wiemy, że tam gdzie jedziemy będzie się działo ale „co nas nie zabije to wzmocni”.  Wjeżdżamy na gospodarstwo oczom naszym ukazuje się się sielski obrazek drewniana chałupa, w tle jakieś drzewa wyrośnięte krzaczory, cud techniki z lat 70tych czyli żółta 30ka, w oddali las, a na podwórzu na obszernym terenie oddzielonym drutem (prawdopodobnie pod napięciem), człapią sobie radośnie bydlątka w liczbie 14 sztuk w tym 3 oznakowane tak jak trza czyli dwoma kolczykami i jedna z jednym kolczykiem a reszta jak natura stworzyła. Koloryt całości podkreślają na wpół zawalone budynki, do których bydlątka jednak wejścia nie mają gdyż wejścia zablokowane są sznurkami, schronić się mogą w stodole (chyba jednym budynku, nienaruszonego zębem czasu).
Trąbimy, nikt nie wychodzi no nic stwierdzamy mimo wszystko że krowy pospisujemy, obfotografujemy i będziemy czynności wykonywać dalej. Podchodzę do drutu (mam przed nimi trochę respektu od kiedy lat temu naście będąc na kajakach w mokrej koszuli pod jednym przechodziłem i za wcześnie się wyprostowałem). Drut jest za wysoko by nad nim przekroczyć, poza tym na przeskok się nie porywam (jednak ząb czasu trochę mnie nadgryzł niczym zabudowania w owym gospodarstwie). Decyzja zapada: przechodzę na czworaka (pomny doświadczeń starałem się za wcześnie nie prostować ). Chodzę zatem po „pastwisku” śród krów szczęśliwych foty cykam, kolczyki szczytuję (dużo tego czytania nie było) i nagle w ma stronę zmierza właściciel długa broda, zmierzwiona czupryna, całość ogólnie przypominająca bardziej szalonego naukowca, niźli rolnika z końca świata. Krótka gadka jak i po co, jeszcze ostatnie liczenia, wyjaśnienia i idziemy do domu analizować „akta”.
Zbliżamy się do druta „granicznego” podchodzę szykuję się do ponownego pokonania przeszkody „od dołu” gdy nagle właściciel przemawia jednocześnie chwytając ręką za drut i nim szarpiąc:
– Panie, spokojnie, idź pan tu prądu nie ma
(Należy zaznaczyć że stadzie były bydlątka wszelkiego wieku i płci i karnie trzymały się granic wyznaczonych „magicznym” drutem). W domu oczywiście dokumentacja w stanie nadającym się do „inspekcyjnego archiwum x” zatem krótka gadka wychodzimy na dwór i rozmawiamy z panem, tłumaczymy konieczność oznakowania, konsekwencje co wyglądało mniej więcej w sposób „wie pan, przyjadą, zabiorą zabiją wszystko na pana koszt i co będzie?” Na co właściciel odkrywczym tonem:
– Kurwa! Panie! Bankrut byłbym.

Dalsza dyskusja, że nim kolczyki przyjdą minie z 14 dni, zanim założą kolczyki to trochę czasu zleci i jak doktórka ma krew pobrać? Na co właściciel:
– Ło panie, 3 sekundy! Ja kolczykownicę mam, trzy igły wszystkim sąsiadom znakuję

Ano – jak to się mówi „szewc bez butów chodzi”

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s